Z tomiku „Miasta do wynajęcia” 1997 r


Nie bój się piekła

Nie bój się piekła
jest białe
trochę niebieskie i czyste
tylko w powietrzu fruwają nienapisane listy
Tylko się grzecznie ukłoni
Starszy pan do którego
miałeś kędyś zdzwonić
Tylko się miło uśmiechnie
Dziewczyna z pustymi rękami
Co miała dostać piłkę
Od Ciebie przygodnej mamy
Tylko Cię liźnie po ręku
Pies zostawiony w pół drogi
Tylko Ci powie dzień dobry
Przyjaciel samotny i głodny
Nie bój się piekła
Jest białe
Trochę niebieskie i czyste
Tylko w powietrzu fruwają
Nienapisane listy



Śpiąc nad gazetą

To był naprawdę straszny sen
Pomiędzy ścianą a sufitem
Zawisł w powietrzu czarny duch
Rozpostarł wielką pajęczynę
Ja byłam jedną z much

Szum muszych skrzydeł z kąta w kąt
Idzie sufitem czarny ląd
Lot opętany, szeptany strach
Jaki się zdarza tylko w snach

Nagie powiało od komina
Cicho zadrżała pajęczyna
I pająk skoczył w bok a potem
Na pajęczynie usiadł motyl

Wyprężył się jak biały rycerz
Pożegnał swój motyli czas
I raniąc delikatność skrzydeł
Ciął pajęczynę raz po raz

Potem z motylem piłam wino
Potem miał pająk czyjąś twarz
Potem tłum much nam z oczu zniknął
A potem motyl szepnął – patrz

Patrzę a muchy na podłodze
Wiążą strzęp sieci w jedną nić
Patrzę- a pająk już jest w drodze
Idzie z muchami wino pić

Więc pytam muchy te dlaczego
One wzruszają skrzydełkami
I mówią, że już z dwojga złego
Lepiej się czują z pająkami

Motyl zranione skrzydła zwija
A muchy śmieją się z motyla
Z pająkiem snują sieć a ten…
Boże! Jak dobrze, ze to sen!


Moskwa

W Moskwie pogoda niepewna
Szczególna ostrość powietrza
Wiatr zmienny wieje od Kremla
Odłóżmy dalsze podróże
Możliwość lokalnych burz

W hotelu dla cudzoziemców
Na harfie grają Mozarta
Popijam kawę espresso
- podając francuskie ciastka
Kelner mi mówi bonjour

I nie wiem czy jest już po deszczu
Czy świeci ostatni promyk
Bo hotel dla cudzoziemców
Ma w oknach ciężkie zasłony
W kolorze hiszpańskich róż


Koty
Koty są druga strona istnienia
Jakkolwiek nic to nie znaczy
Nocą dla grzechu szukając cienia
Ida koty na dachy
Liniami ciszy łuki na czerni
znajome celu po tamtej stronie
Każdy pilnuje swojej symetrii
Hipnotyzując brata ogonem

A potem…nie ma żadnego potem
Plączą się myśli, linieją słowa
Świat patrzy w ścianę w chorym szlafroku
Odgania ręką sny z tamtej strony

A koty idą , idą po dachu
Pomimo świata same dla siebie
A jednak można istnieć bez świadków
Milcząc pomiędzy Ziemia a Niebem

Koty są druga strona istnienia
Choć można id tego zwariować
Bo drugiej strony istnienia nie ma
A koty są. Bóg chowa głowę.


Noga

Pewien szlachetny człowiek
Widząc naprzeciw szuję
Potknął się, złamała nogę
Nie wiedział, ze szuja umie
Prócz krętactw i złośliwości
Nie tylko gruchotać ale
Także nastawiać kości
Trwało to małą chwilę
Człowiek wstał uzdrowiony
- słowo o medycynie,
Wymienili ukłony
I to już koniec bajki
A ja patrzeć nie mogę
Jak ów szlachetny człowiek
Ciągnie za sobą te nogę…


Bezsilność

W książce o twardej okładce
Z popękaną twarzą aktora
Dopisano mi jakieś słowa
Nie powiedziałam ich
Nigdy

W bardzo błyszczącej gazecie
Napisali ze w mojej windzie
Widziano mnie z nazwiskiem
A ja nie mam
windy
a więc jest jakaś druga
może nawet jest bardziej
to tak jakby mój cień
miał więcej ciała niż ja
a ten kto patrzy na mnie
pewnie zwraca się do niej

Krzyczeć? Błagać o pomoc?
Są większe zmartwienia niż Ja
Na przykład żywotność druku
I to ze obca kobieta
Głupia literka niczyja
Tańcząca po gazetach
Na pewno mnie przeżyje


Kłamstwa

Dlaczego nie powiedzieli mi
że królewicz nigdy nie znajdzie królewny
ale całe sto lat
będzie jej szukał idąc przez las
i dlatego bajka kończy się dobrze

Dlaczego nie powiedzieli mi
że królewna zmieniona w żabę
już nigdy nie wróci do siebie
ale za to na pewno
w głębi żaby będzie królewną
i dlatego bajka kończy się dobrze

A kiedy czarownica
w jasno srebrzystej bieli
bawiąc się półksiężycem
wołała mnie z imienia
- dlaczego okno zamknęli
Mówiąc „Czarownic nie ma”?

A przecież czarownice są.
Z haczykowatym nosem z długimi paznokciami
i ludy wielkoludy
co siedmiomilowe buty
wkładają żeby nas szybciej zjeść
i duch w butelce
jest
i skrzaty bardzo złe
i bestie niepojęte

a życie jest jak bajka
- kończy się dobrze codziennie
słowami – j e s z c z e j e s t e m




Kiedy samotnik zwiedza miasta

Kiedy samotnik zwiedza miasta
To się miastami tymi zrasta
ich wieczną tajemnicą
Nieruchomiejąc tak naprzeciw
Bracia w kamieniu bracia w milczeniu
Za szklanym okiem zamykają
Najmniejszy promyk zachwycenia
Niesympatyczne głuche twory
Psy ogrodnika bezlitosne
Pika do siebie swą historię
w ciszy łykając każdą kroplę
Kiedy samotnik zwiedza miasta
To się miastami tymi zrasta
ich wieczną tajemnicą
tak dom po domu
krok po kroku
mijają się w kamiennej ciszy
słysząc oddechy faraonów
klekot dorożek i szept ciżby
a zresztą może jest inaczej
samotnik zniknął za ulicą
i milczeć będzie bo się zrasta
z miastami wieczną tajemnicą


Paryż

Wczoraj o czwartej nad ranem Paryż umarł. Umarł Paryż
Powiedziała mi to oczami
Półnaga kobieta w bramie
Już- zapytałam - Nad ranem.
Więc biegnę: Musee D’Orsey
Biegam oczami po ścianach
Świat niepokornych plam gaśnie
W drewnianych trumnach z kwadratu
cichnie, umiera waśnie
kolor czerwony- ostatni
Pasażerowie autobusów
noga za noga po podłodze
żegnają zmęczonym okiem
coś co gdzieś kiedyś podobno…
Ach awanturo światła i cienia
ostatni oddech. Żadnego wrażenia.
Montmartre, Montmartre może…
Za malarzy przebrani malarze
Kopiują dziesiątki twarzy
na czas. Minuta waży dolara.
Jeszcze na białym całunie
i moją szybko, bez bólu rodzi szary ołówek
A dachy? A może dachy?!
Dachy nie umierają…
Ni samobójcy tam ni poety
kot w domu, księżyc zdobyty…
Z głodu miłości i z samotności
dachy padły

znika półnaga kobieta
a chciałam jeszcze zapytać…
cóż przyszedł klient turysta
pozwiedzać zanim zamkną
nim zetrą szminkę na ustach
miłość francuską…ostatnią…


Warszawa
Feniks w bardzo brzydkim berecie
Włożonym starannie na bakier
Ma za wysokie ciśnienie chrypkie oraz żylaki
Feniks w bardzo brzydkim berecie wychodzi raz w roku z domu
Popatrzeć i zapamketac
Kieliszek dla fasonu
I salik do koloru
Raz w roku wychodzi z domu
W Zaduszki. Na cmintarz.
W sobie wiadomym milczeniu
Odgrania z losci letrnd®
I zawsze tak będzie
Choćbyś ja clkiem rozszrelał
Choćby najwyższy poeta
Cała jej duszę wyprzedał
Chćby ją zjadla przecuętnośc
i ukochanie szarości
Chocby hirtotria zmianiła
Misto w ogromne Powązki
Patrz – idzie kołysząc n boli
Całkiem bszrną jiesionkie
A pod nią mrugając okiem
Uchyla rózowy rąbek
Swierzutkiek kochaniutka wędzoni


Moskwa
W Moskwie pogoda niepewna
Szczególna ostrość powietrza
Wiatr zmienny wieje od Kremla
Odłóżmy dalsze podróże
Możliwość lokalnych burz

W hotelu dla cudzoziemców
Na harfie grają Mozarta
Popijam kawę espresso
- podając francuskie ciastka
Kelner mi mówi bonjour

I nie wiem czy jest już po deszczu
Czy świeci ostatni promyk
Bo hotel dla cudzoziemców
Ma w oknach ciężkie zasłony
W kolorze hiszpańskich róż

Z Nowego Jorku
( trzydzieści dni)
pamiętam buty- moje buty
bo z nosem w ziemi

sennymi krokami
z marzenia w marzenie
o chudych wróblach
kasztanie pod oknem
pijanych podwórkach
i burych kałużach

Mijałam butów mrowiska
i smutnych i natchnionych
i buty lustra
i buty szalone
jeden nawet zwariował.
Podskoczył na dwa metry
Wywinął się w powietrzu
niestety już bez życia
i nosem do rynsztoka

A inne biegły dalej-
Nie pierwszy i nie ostatni
but oszalał

A poza tym normalnie:
golas w szkockiej spódniczce
metro geniusz i skrzypce
I zęby bardzo białe

A poza tym normalnie.
Rośniemy coraz wyżej
żyjemy coraz dłużej
i oczy coraz szerzej
otwarte

A poza tym normalnie
co piąte piętro Polska
Kossak maki i skrzypce
I wyliczanka na palcach
zostać nie zostać…
zostać nie zostać…
zostać nie zostać…


Doświadczenie

Tak długo nie żyje się przedtem
I tak długo nie żyje się potem
a nie można przywyknąć
i tylko z epizodem pośrodku
między świadectwem narodzin a zaświadczeniem o zgonie
umiemy się pogodzić
Jakbyśmy uwierzyli
że skoro nie pamiętamy niczego
to nic tam nie ma
Co noc strachem zwierzęcym
składamy hołd niepamięci
co śni ukradkiem na jawie
koślawa leniwa a przy tym
nie umie odnaleźć nawet
małych srebrnych nożyczek
A tak długo nie żyje się przedtem i tak długo nie żyje się potem
że chyba w swojej istocie
nieżyjącą jesteśmy istotą
doświadczoną w niebycie bądź co bądź
I chociaż nie pamiętamy
tam musi być cos dobrego
skoro uparcie wracamy
wszyscy co do jednego.


Dziękuję

Dziękuję Ci Panie Boże
za banany i pomarańcze
za kiwi i za karczochy
za telewizję satelitarną
za gołe zdjęcia bab
dla tego co nie ma swojej
że złodziej ma co kraść
ofiara czego żałować
dziękuję za reklamy
co mojej skromnej osoby
czepiają się pazurami
dziękuję za samochody
o których można pomarzyć
za straszne wyniki sondaży
że są tak śmiesznie prawdziwe
że stoję na wadze i ważę
czy wolę być dekiem czy kilem
dziękuję Ci za psa
co przebiegłością instynktu
zabiera mi cenny czas
by stać się pierwszą w rankingu
dziękuję za samotność
wśród kolorowych papug
za możliwość wyboru
i jeszcze raz za psa
dziękuję bo naprawdę
najwyższy już na to czas
zebrać się na odwagę
i chociaż dziecinne to trochę
podziękować za pomarańcze
i jeszcze za karczochy


Wiersze- piosenki z recitalu „ Joanna Szczepkowska contra fortepian” drukowane w tomiku „ Miasta do wynajęcia”

DO CUDZOZIEMCA
( muzyka Jerzy Derfel)

Kierowco zagraniczny, coś mi kazał wysiąść
choć padało srodze
strojąc miny, żeś obcojęzyczny, że Ci polski język
nie po drodze
jeszcze widzę jak dojeżdżasz do miasta
ja Ci powiem w polskiej mowie zaklętej
czego życzy Ci córeczka Piasta:
żebyś kiedyś, za jakimś zakrętem:
W czasie suszy suchą szosą mknąc w pocie
na przyczółku przeczekać musiał deszcz
i szczękając przyzębiem brnął w błocie
bo Ci szadzią przeszły części i cześć
byś jeść musiał tu szczeżuje przebrzydłe
szczękościsku doświadczając co krok
a do Bieszczad dotarłszy przed świtem
W przykrą przełęcz musiał siusiu wśród burz
taszcząc czaszkę swą w puszczy czeluściach
żebyś sczezł przesiąknięty na psią kość
kiścią liści susząc szczątki nagości
ściągnął czarci świerzb, psikus i złość
Czy Ty wiesz, cudzoziemcze
czy Ty wiesz
że tym świstem co Cię ciśnie wieszczył wieszcz
może masz lepszego wieszcza
co się w chrzęście świstu streszcza
jeśli nie, cicho siedź niczym wesz
Żeby szczwana jakaś krztyna z pryszczami
wyściskała Cię skrzętnie skacząc w brzask
byś wszczął brzdąca wśród chaszczy i darni
wrzeszcząc - brzydszaś niż Przasnysz przy dżdżach
by żółciutkiej pszczółeczki czcze żądło
napatrzywszy się miłości już dość
w rzyć Ci przaśnie wraziło swą mądrość
przyjaciółek kusząc żądła jak ość
potem patrz na wpół spuchły przybłędo
wścibskie ślipie trąc kciukiem przez łzy
jak brzuch krztyny się krząta przy grzędach
szczuty narzeczony - śmiech wśród wsi
Czy Ty wiesz cudzoziemcze…
Uciekając jeśli będziesz się szastał
jakimś wrakiem wśród zaściankowych dróg
chcąc się podszyć pod Mieszka i Piasta
to wszcznę partię „Nasza Szosa” iś trup
przemówieniem podniosę ciśnienie
cudzoziemskość z szos psia ich mać
i wskroś Cię me pszeniczne współplemię
pójdzie iść jak dojdzie stanie prać
suchą szosą w czasie suszy mknąc w pocie
dojrzysz w rzeki skaczących dziewic sznur
za ich ból, za ich wstyd, żeś w swym wozie
naszych szos przestrzeń psuł hańbą kół
Szepty mężczyzn z brzuchami zza koszul
rozszarpanych Rejtanem pośród szos
strzępiąc płótno śpiewać będą na głosy
„Na guzikach naszych w poślizg wpadnie gość
Jeśli zechcesz na szosie gdzieś postać
bo Ci zassie w lędźwiach jaźń, ziąb i szadź
ja Cię czekam na szlaku przy wrzosach
prapszenicznej kiść grzeczności Ci dać
jeśli chuć nas zawróci od Pszczyńska
sucha szosa stoi w życie jak żerdź
zatrzymamy się w szczebrzeszyńskim
tam gdzie chrząszcze w garść się wzięły
w trzcinach śmierć!


Wy którzy znacie kaligrafię
( muzyka Grzegorz Turnau)

I Pater noster na pamięć
Wy którzy z okien oglądacie
Nasz wyścig z czasem opętany
Wy którzy w nocy przebudzeni
Powiecie tak jak kiedyś w szkole
Tabula tabulae tabulae tabulam tabula tabula
Dajecie drobne upominki
I uchylacie kapelusza
Spowiedź z niewielkich swych uczynków szepczecie przed snem do poduszek

I macie swoją kawiarenkę, Boga na co dzień i w niedzielę
I ukochaną swą piosenkę ławeczkę w parku i w kościele

Wy którzy znacie kaligrafię
I Pater noster na pamięć..
Nie zostawiajcie nas.. nie zostawiajcie nas.. nie zostawiajcie nas
samych


ŚREDNIA WIELKOŚĆ
(muz Ewa Kornecka)
Przepraszam Cię Panie za Twój cud
Jestem tylko mały człowiek, a cud wielki
Wielka góra, Wielki trud i Wielki ból
A mój krzyż Panie, mój krzyż średni
Ty przykuty do Ziemi
śmiesznym prawem przyciągania rzeczy
umęczony aż po pytanie
„czemuś mnie opuścił Panie”
Ty niewinnie ukarany ciałem
dźwiganym przez ból do wieczności
Ty co siły masz jeszcze do boskości
naucz mnie jak nieść
krzyż średniej wielkości
Jak wytrzymać Golgotę nudy
jak koronę nieść co nie boli
jak się podnieść z upadków nietrudnych
wstydu nie mając za grosik
Jak się przybić do stołu na zawsze
pijąc słodką domową herbatkę
co przecieka przez palce
przecieka przez palce
jak ukarać się mam ludzkie szczenię
za nadzieję na wniebowstąpienie
kurczowo, pokornie namiętnie
trzymając się przykazania
nikogo nie ranić
nikogo nie ranić
okrucieństwem powołania
Ty co siły jeszcze masz do boskości
naucz mnie jak nieść krzyż
średniej wielkości


NASZE ROZMOWY W RAJU

(muz. Andrzej Zarycki)

Jakie będą nasze rozmowy w gaju, rozmowy
Kiedy już się spotkamy w raju w nagrodę ( ekran raj w zieleni)
Tam gdzie nie ma jesieni i zimy
gdzie rośliny są całkiem bez winy
a bezgrzeszne cienie dinozaurów
wylegują się w jasnej przyszłości
spętane pętami od laurów
W białym cieniu doskonałości ( Ekran para idzie zimą tyłem)
skazani na spokój ducha
więźniowie szczęścia do końca wieczności
o czym będziemy mówić
o czym będziemy słuchać
jakie będą nasze rozmowy
kiedy już się spotkamy w nagrodę
„Jabłka kupowałam zawsze po dwanaście ( Ekran rozmowa przy stole ze skrzydłami)
w takim sklepiku za rogiem.
gdzie kapustę mieli zawsze dobrze kwaśną
i ogórki też całkiem dobre
bo ogórek wymaga koperku
dobrej beczki, ręki i czasu
nie jak u złodziejki na tym małym skwerku ( ekran na kanapie ze skrzydłami)
co to robi krzyk zamiast kwasu
takie tańsze buty to się czyści świecą ( na kanapie ze skrzydłami rozmowa)
albo najlepiej nad parą
jak mi nogi marzły to w buty gazetę
i jak w raju, pani, jak w raju
bo ogórek wymaga koperku…
Jakie będą nasze rozmowy w gaju rozmowy
Kiedy już się spotkamy w raju w nagrodę
Panie, jeśli z jakiejś przyczyny
gdzieś tam nasze zaplączą się winy
święte cienie szepną Ci z niechęcią
że wciąż czują tu grzechy z przeszłości
to ukarz Nas Panie pamięcią
¬W białym cieniu doskonałości
skazani na spokój ducha
więźniowie szczęścia do końca wieczności
wtedy będziemy mówić
wtedy będziemy słuchać

Jabłka kupowałam zawsze po dwanaście

w takim sklepiku za rogiem…”

  

  ikonę strzałki w gore niebieski25